Dlaczego nigdy nie nauczysz się angielskiego?
- Sandra Jurkiewicz
- 1 dzień temu
- 9 minut(y) czytania

Tytuł przykuł Twoją uwagę? To dobrze i źle. Źle bo oznacza to, że nauka angielskiego jest dla Ciebie większym kłopotem, niż powinna. Dobrze bo być może dzięki zawartosci tego posta coś zauważysz i coś zmienisz, a dzięki temu ułatwisz sobie proces nauki.
Poniższe punkty spisałam w oparciu o własne doświadczenia oraz o wnioski wysnute z obserwacji moich podopiecznych. Nie znajdziesz w tym poście cudownego rozwiązania swoich problemów, ale jeśli poczujesz, że któryś z poniższych punktów jest Ci bliski i postanowisz sprawę przemyśleć, jest szansa, że coś zmienisz, a nauka ruszy do przodu.
Jeśli jednak nie jesteś skłonny do samokrytyki i włożenia w proces nauki własnego wysiłku bo liczysz, że sprawę załatwi za Ciebie kolejny kurs lub nowy nauczyciel - to daj sobie spokój. Nie marnuj swojego czasu na coś co, niestety, bez Twojego zaangażowania jest skazane na porażkę.

Mam nadzieję, że wstępny "przesiew" mamy za sobą. Jeśli nadal tu jesteś to zaczynamy. Uwaga, bo nie będzie przyjemnie. Ten post nie głaszcze po głowie. Lecimy!
Brak realistycznych założeń co do progresu - oczekiwania vs rzeczywistość
Często słyszę "Jestem osobą początkującą. Chcę się nauczyć tak, żeby się tylko dogadać w 3/6 miesięcy." Pozwól, że przetrę Ci różowe okulary. Żeby się TYLKO dogadać potrzebujesz: - 6 czasów podstawowych dobrze przyswojonych = ogarniam nie tylko na papierze, ale również w mowie - oraz 1-2 tysiące słów (absolutne minimum)
Zastanów się teraz ile słów uczysz się tygodniowo - tak realistycznie. Podziel sobie 2 tysiące przez ilość przyswajanego słownictwa, a wyjdzie Ci ile tygodni potrzebujesz na naukę. Poniżejsz przykładowe obliczenia. Zakładając, że uczysz się 25 słów tygodniowo, nauka zajmie Ci 80 tygodni (ok.18 miesięcy z kawałkiem). (2000/25=18,4) 25 słów tygodniowo to ok.3-4 słowa dziennie. Zakładając, że uczysz się 50 słów tygodniowo, nauka zajmie Ci 40 tygodni (ok.9 miesięcy). 50 słów tygodniowo to ok.7-8 słów dziennie. Zakładając, że uczysz się 100 słów tygodniowo, nauka zajmie Ci 20 tygodni. 100 słów tygodniowo to ok.14-15 słów dziennie. Do tego dolicz czas potrzebny na przyswojenie czasów oraz praktykę. Jest to istotne bo jak sam pewnie wiesz często na papierze coś umiemy, w głowie lub mówiąc sami do siebie też brzmimy dobrze, ale jak mamy coś powiedzieć do drugiego człowieka to pojawiają się schody. To nie bariera językowa, to brak praktyki (gadania).
Sam znasz siebie najlepiej. Wiesz ile masz czasu i na co Cię stać. Odpowiedz sobie szczerze na pytanie - ile czasu na serio potrzebujesz? Wiem, że wynik obliczeń może okazać się mało optymistyczny. Jednak, w dłuższej perspektywie oswojenie się z nim i zrozumienie, że takie są realia i pewnych rzeczy się tak łatwo nie przeskoczy, mocno pomga. Pozbywamy się ryzyka wystąpienia szybkiego wypalenia i poczucia, że "nie robimy należnego postępu"/"wszystko na nic".
Tak wiem, w Internecie znajdziesz wiele "źródeł", które zaproponują Ci "ekspresowy kurs". Zanim klikniesz "kup" zastanów się czy to co obiecują jest faktycznie możliwe czy to zwyczajnie chwyt marketingowy. Decyzja jest Twoja.
Mit "nauka języka będzie przyjemna/przyjdzie naturalnie". Wystarczy, że kupię książkę/zrobię kurs
Owszem bywa przyjemna, ale mało dla kogo. Przyjemność zazwyczaj kończy się po zakupie materiałów, zapisaniu na kurs czy znalezieniu nauczyciela. Problem u wielu osób pojawia się gdy naprawdę trzeba zacząć z nimi pracować. Praca ta okazuje się trudna, ponieważ: - materiały nie są tak porywające, interesujące czy ciekawe jak obiecywano; - wiedza nie wchodzi sama do głowy; - jednego dnia coś pamiętamy, drugiego już zapominamy (uwaga! To naturalne. Baaardzo frustrujące, ale niestety naturalne); - myślisz, że skoro "podstawy" są tak trudne to nie masz szans poradzić sobie z resztą materiału. Prawda jest taka, że początek jest najgorszy. Materiału jest więcej niż się spodziewaliśmy, jest dużo "kucia", a sam proces trwa dłużej niż nam się wydawało (patrz punkt 1); - wierzymy, że samo uczestnictwo w zajęciach zorganizowanych coś zmieni. Niestety, żeby zajęcia przyniosły efekty potrzebne jest powtarzanie materiału między zajęciami. Jeśli tego nie robimy większość wiedzy nam zwyczajnie ulatuje i żaden cudowny nauczyciel tego nie zmieni. Tak działa nasz mózg. Wpisz w Google "Krzywa Ebbinghausa" a zrozumiesz czemu tak jest.
"Nie potrzebuje gramatyki, chcę się tylko dogadać"
Postaram się w sposób obrazowy wyjaśnić czemu jest to błędne założenie.
Gramatyka to instrukcja obsługi, która tłumaczy Ci w jaki sposób ułożyć słowa w prawidłowym ciagu (zdaniu), tak żeby Twój rozmówca się zrozumiał. Co się stanie jeśli nauczysz się słów, ale nie gramatyki? Załóżmy się, że chcesz powiedzieć koledze, że ugotowałeś obiad. Potrzebujesz następujących słów:
ja = I
gotować = cook
obiad = dinner
Znasz je wszystkie? Super! Składasz je więc w jeden ciąg.
I cook dinner.
Cudownie! Z powodów, których teraz nie będę tłumaczyć, miałeś farta i nawet jest to zdanie poprawne gramatycznie, ponieważ powstał czas Present Simple, dla którego najczęściej używamy czasownika podstawowego. Myślisz więc "no i w czym problem skoro wszystko się zgadza? No w tym, że zgadza się jedynie w teorii. Każdy czas w języku angielskim ma swoją określoną funkcję. Czas Present Simple służy do mówienia o rzeczach, które dzieją się regularnie, są w pewnym sensie stałe, a więc zdanie "I cook dinner" dla naszego rozmówcy nie oznacza "Ja gotuje obiad" (w tej chwili), ale oznacza "Ja gotuję obiad" (w sensie - generalnie gotuje obiad, mam to w zwyczaju). Zależnie od kontekstu sytuacji mogłoby to w najlepszym wypadku oznaczać, że gotowanie obiadu jest twoim obowiazkiem czy zwyczajem. Czymś co jest dla Ciebie typowe.
W tej sytuacji nie pomoże nawet dodanie takiego słowa jak wczoraj, godzinę temu itp. Szansa jest jedynie taka, że ktoś się domyśli, że mówisz coś o jakimś gotowaniu z przeszłości, ale dalej nie wie czy obiad gotowałeś (czynność nie zakończona) czy może ugotowałeś (czynność zakończona, obiad gotowy). Jak widzisz Twój rozmówca nie jest w stanie Cie w pełni zrozumieć, a Ty nie jesteś w stanie wypowiedzieć się w sposób zrozumiały bez znajomości podstawowej gramatyki. Odmowa nauki czegoś więcej niż słownictwa to utrudnianie życia innym, ale co gorsza również sobie samemu. W dużym skrócie, oto jak zmienia się znaczenie zdania zależnie od czasu, który użyjemy: I cook dinner. = Gotuję obiad. (To mój zwyczaj) | PRESENT SIMPLE
I am cooking dinner. = Gotuję obiad. (Właśnie wykonuję te czynność) | PRESENT CONTINUOUS
I cooked dinner. = Ugotowałem obiad. | PAST SIMPLE
I was cooking dinner. = Gotowałem obiad. | PAST CONTINUOUS I will cook dinner. = Ugotuję obiad. | FUTURE SIMPLE I will be cooking dinner. = Będę gotował obiad. | FUTURE CONTINUOUS
Te słówko mi się nie przyda/ Te słówko jest "zbyt proste" nauczę się trudniejszego, będę brzmieć lepiej
Pozwoliłam sobie połączyć te dwa częste podejścia w jeden punkt. Zacznę od "Te słówko mi się nie przyda". Moje pytanie jest proste - a skąd to wiesz? Jak to oceniłeś? Problem osób z tym podejściem polega na tym, że przyjmują tą strategię zbyt szybko. Zazwyczaj na samym początku. Wydaje im się, że szybciej zobaczą konkrety bo nauczą się tego co potrzebne. Finalnie kończy się na tym, że nie potrafią sklecić najprostszego zdania bo brakuje im słów. Wybacz, ale dopóki nie dotrzesz do B2 nie masz wiedzy pozwalającej Ci decydować, czy dane słówko Ci się przyda czy nie. Oczywiście zrobisz jak uważasz, ale poźniej nie dziw się, że mówienie idzie ciężko bo brakuje Ci słów i szukasz dziwnych zamienników, których jak się okazuje też nie znasz :) Co możesz zrobić? Np. chwyć pierwszy lepszy zestaw fiszek przeznaczony dla uczniów A1->A2->B1 (kolejność jest istotna), albo tłumacz dużo tekstów i wyjdź z założenia, że każde słowo, którego nie znasz jest dla Ciebie istotne, KROPKA.
Co do kolejnej kwestii natknłęłam się też na podopiecznych dzielących na słówka lepsze i gorsze. Słówka podstawowe uznają za zbyt pospolite i wolą uczyć się odrazu tych trudniejszcyh bo uważają, że dzięki temu będą brzmieć lepiej. Bo przecież trudnieszjsze oznacza lepsze/ przeznaczone dla bardziej zaawansowanych, co nie? NIE. Później okazuje się, że ktoś ze swojego słownika wyrzucił takie słówko jak np. make czy do i zamiast powiedzieć "Zrobię kanapkę (I will make sandwich)" mówi (I will assembly sandwich (Zmontuję kanapkę). Dla jasności "assembly" używamy w języku angielskim raczej do nia o montowaniu, ale maszyny albo o składania mebli. :)
Słuchasz zbyt wielu "internetowych specjalistów" oferujących cudowne rozwiązania
Na samym początku zaznaczę, że nie twierdzę, że każdy "specjalista jest zły" i tylko ja mam racje. Absolutnie nie. W Internecie jest wielu wartościowych nauczycieli. Jednak! Jest też wielu naciągaczy.
Dość łatwo można ich poznać. Ich film zazwyczaj zaczyna się od mówienia Ci co robisz, źle (popularne są wejścia do filmików zaczynające sie od najczęściej popełnianych błędów słownych, gramatycznych czy akcentowych lub uderzanie w możliwe odczuwane przez jednostki obawy, np. "umiesz xyz, ale nadal nie mówisz?". Cóż to samo w sobie nie jest problemem. Jeśli faktycznie "bohater" filmiku za chwile zaproponuje sensowne rozwiązanie. Jeśli jednak za moment słyszysz "kup mój kurs" lub, jeszcze gorzej, "kup mój ekspresowy kurs" to mamy tu doczynienia z najzwyczajniejszym chwytem marketingowym. Materiały, które zakupisz nie muszą być słabe (choć często bywają), ale raczej nie rozwiążą ekspresowo wielu problemów. Czemu? Patrz punkt 1. Podsumowując, nie mówię tu "Nie kupuj nic. Wszyscy to oszuści". Powiedziałabym raczej "Kupuj z głową".
Jest jeszcze jedna kwestia, która poniekąd łączy się ze sprzedażą kursów online, które sama osobiście najczęściej obserwuje na portalach społecznościowych, a która bardzo mnie boli, ponieważ szkodzi wielu uczącym się. Sama popełniałam ten błąd, dopóki nie zauważyłam jak negatywny wpływ może to mieć na odbiorcę i choć zasięgi się wtedy zgadzają to nie o to w tym wszystkim chodzi. Osobiście postanowiłam takie treści usunąć ze swoich portali. O czym mówię? Mianowicie, o "szortsach" wzbudzających w nas poczucia, że robimy wszystko źle, nie wiemy nic lub wiemy za mało, a to co wiemy jest "słabe" i można lepiej. Podzielę te filmiki na dwie kategorie, na które trafiam najczęściej. Filmy typu "Nie wymawiaj tego tak!!! Prawidłowo mówi się tak x" (i tu nagle słyszymy lektora z wieloletnim doświadczeniem, który pięknie kładzie akcent w słowie). Jeśli na taki film trafi osoba zaawansowana, która chce brzmieć jak native. Super! Jednak większość osób początkujących czy średniozaawansowanych, po obejrzeniu takiego filmiku może myśleć "Nie potrafie wymówić prawidłowo podstawowych słów. Wstyd. Brzmię źle. Nigdy się nie nauczę. To za trudne." i wiele innych. Co nie mogłoby być dalsze od prawdy! Akcent nie warunkuje tego czy mówisz poprawnie i zrozumiale. Nie wierzysz? Już tłumaczę. Jeśli rozmawiasz z przedstawicielem mniejszości narodowych w Polsce. Mówią do Ciebie po polsku jednak z typowym dla danej mniejszości akcentem, to co? Nie rozumiesz ich? No właśnie. Raczej rozumiesz. Dom wypowiedziany z ukraińskim, włoskim, angielskim czy jakimkolwiek akcentem to dalej DOM. I o ile nie zmienisz D an T, O na U, czy M na N to DOM dalej będzie domem. Tylko nie będzie wymówiony czystym polskim akcentem. Dajmy sobie więcej luzu. Ludzie jak mają rozum i potrafią łączyć kropki, to się nawzajem zrozumieją, bo chcą/potrafią. Nie chce tu nikogo obrażać, ale jeśli ktoś się wyśmiewa lub daje nieproszone uwagi na temat Twojej wymowy to nie jest to osoba, której zdanie powinieneś brać pod uwagę. Podsumowując, traktuj akcent jako dodatek do dania głownego lub deser. Nie jest to rzecz pierwszorzędna.
Kategoria "Nie używaj tego "pospolitego" słowa. O to kilka zamienników, dzięki którym zabrzmisz bardziej naturalnie". Dobry content, powiedziałabym że nawet pomocny, ale znów nie dla osób początkujących, a czasami nawet nie dla średniozaawansowanych. Jeśli nie jesteś jeszcze na poziomie B2 to nie powinieneś skupiać się na zamiennikach, ponieważ nadal jesteś na etapie budowania bazy. Na synonimy przyjdzie jeszcze czas. Jeśli jednak jesteś na poziomie gdzie nie masz już problemu ze składaniem logicznych zdań i dogadujesz się bez większego problemu, taki content może Ci się przydać. Poniekąd można połączyć to z punktem nr 4 z tego posta.
Strach przed popełnieniem błędu
Mówiąc krótko, jeśli nie chcesz mówić bo uważasz, że: - masz zły akcent - coś wymówisz źle - pomylisz czasy - użyjesz złego słowa - ktoś pozna, że jeszcze "dobrze" nie ogarniasz
To sam powstrzymujesz się przed praktyką, a tylko ona doprowadzi Cię tam gdzie chcesz być.
Kiedyś kolega po treningu zapytał mnie jak się mam a ja swoją już całkiem dobrą angielszczyzną wypaliłam "Good, I am sooo wet" (Dobrze, jestem taaaka mokra"), zamiast użyć słówka pochodzącego od "sweat" (pot). Jak się domyślasz mina kolegi była bezbłędna. Czy coś się stało? Tak! Pośmialiśmy się a ja się nauczyłam rozróżniać "wet" (czyt. łet) od "sweat"(czyt. słet). Plus, mam na koncie całkiem śmieszną anegdotkę. Win -win. ;D Więc nie bój się i mów! W najgorszym wypadku chwilę się poczerwienisz, ale w najlepszym czegoś się nauczysz ;)
Założenie, że nauka kiedyś się skończy
"Kiedy dotrę tam gdzie chcę?" Szczerze? Jak nie będziesz uważny to pewnie nigdy. Czemu? Bo poprzeczka sama przesuwa się w górę, a my nawet nie zauważamy kiedy. Wpadamy w¨ pułapkę wewnętrznego krytyka, który wiecznie twierdzi, że może być lepiej. Pewnie, że może. Jednak fakt, że nie jest idealnie nie oznacza, że nie jest dobrze. Bądź dla siebie konstruktywnym krytykiem i realistą. Ciesz sie z postępów. Umiej powiedzieć "Dość, tyle mi starczy". Nie ma jednego jasnego momentu, który możesz uznać za "mete". Jako ktoś kto ma już na koncie umiejętność posługiwania się językiem obcym powiem Ci jedno - im dalej w las tym więcej drzew ;) Zawsze jest coś czego jeszcze możemy się nauczyć. Ta droga nie ma końca, dlatego tak ważne jest cieszenie się z każdego, nawet drobnego postępu.
Więc więcej luzu, cierpliwości i pozytywnego nastawienia. Skup się na procesie a nie na efekcie końcowym, a wtedy odniesiesz sukces szybciej niż myślisz! ;)
Zbyt częste rewidowanie swoich postępów to jak przeglądanie się w lustrze po każdym treningu, w nadziei, że coś już się zmieniło.
